Klaudiusz Kobiela

To wszystko wydarzyło się naprawdę.

Ale czasami jest więcej takich "naprawdę", zupełnie różnych.
Starałem się wybrać wtedy wersję najbardziej rozpowszechnioną, nie najbardziej prawdopodobną, bo tego ocenić nie potrafię.
Dialogi nie są historycznie udokumentowane, ale kto pamięta dzisiaj co powiedział wczoraj?
Klaudiusz 

Niedziela, 16.06.2013

Opuszczamy Ios, wyspę na którą nie chcieliśmy płynąć i na której byliśmy w końcu za krótko.

Opuszczamy Ios, nie odwiedzając żadnej z tych wspaniałych plaż, podobno najpiękniejszych na Cykladach, najbardziej znana z nich jest plaża Manganari, na której co roku można spotkać różnych greckich polityków i prominentów, także i greckiego byłego premiera, Karamanlisa. Ale w Grecji jest dużo byłych premierów, więc leżący w kąpielówkach na plaży Karamanlis nie wzbudza już większych emocji.

149 150
149*. Wszyscy przyjeżdżają na plażę Manganari. My kąpaliśmy się na jachcie, bo łazienek w marinie nie było 150*. Kościół w iowskiej Chorze jest mniej popularny niż plaża, ale równie imponujący

Opuszczamy Ios nie odwiedzając żadnego z funkcjonujących tu 365 kościołów, jednego na każdy pojedynczy dzień w roku. Przynajmniej dla tych, którzy zmieniają kościoły jak rękawiczki.

151 151. Następny z 365 kościołów zbudowano blisko morza, żeby żeglarze, rybacy i piraci mieli blisko. Spowiedż w kościele jest szczególnie dla piratów ważna i trwa długo

Opuszczamy Ios nie odwiedzając grobu Homera, bo grób jest za daleko, w północnej części wyspy. Homer bywał często na Ios, bo tu mieszkała jego matka, Clymene.
I to właśnie na Ios Homera zamordowano.
Był w drodze statkiem z Athen do Samos, zszedł na ląd w Ios, być może, żeby odwiedzić matkę, ale o tym milczą kroniki.

Zgodnie z lokalną tradycją zadano Homerowi po zejściu na ląd zagadkę. Ponieważ on nie potrafił tej zagadki rozwiązać, w końcu był poetą, a nie detektywem, czy informatykiem, został na miejscu zabity, co również było w zgodzie z lokalną tradycją.

Prawdopodobnie i problemy z trudną krzyżowką z Przekroju, albo dotkliwa porażka w totolotku mogły się w tych czasach na Ios skończyć tragicznie.

152 152*. Grób Homera na Ios. Oczywiście nikt tutaj nigdy Homera nie pochował, ale praktycznie jest taki grób mieć. Na wyspie Korcula w Dalmacji jest dom, w którym urodził się Marco Polo, choć wiadomo, że tam właśnie się nie urodził.

Opuszczamy Ios, nie korzystając z tych wszystkich cudownych cielesnych i ezoterycznych doznań, dla których przyjeżdżają tutaj tysiące najczęściej młodych turystek i turystów.
My, zamiast sex, drugs and rock'n'roll mieliśmy na Ios bouzouki i rebetiko, dużo rebetiko.

 153 154
153, 154. Rozstanie z Ios nie przyszło nam łatwo, kotwicę rwiemy dopiero koło południa

Opuszczamy Ios, żeby płynąć na Santorini, do Mekki wszystkich turystycznych pielgrzymów.
Żeby z Ios dotrzeć na Santorini musimy płynąć około 32 mil, prawie całkiem na południe, kursem 172 stopni. Około pięciu godzin, zależnie od wiatru, ochoty sternika i motywacji załogi. Ta motywacja wyraźnie wzrasta, jeżeli w pobkiżu jest któryś z pozostałych jachtów Hellady, ktoś, kogo można gonić, albo przed kimś uciekać. Mimo, że tu się nikt nie ściga, nie jesteśmy przecież na regatach!

155 156
155. Wystawny obiad na jachcie jest tylko możliwy, jak nikogo nie trzeba ścigać 156. Jak nikogo nie trzeba ścigać, wygląda, jak byśmy byli na wczasach

Po dwóch godzinach żeglugi widzimy coraz wyraźniejsze kontury zniszczonej przez wybuch wulkanu wyspy. Na prawej burcie widoczna jest mała wysepka, to pozostalość po zachodniej stronie Santorini, kiedy Santorini była jeszcze całą, ładną i niezniszczoną wyspą, a nie takim, wystającym z morza wrakiem wyspy. Ale właśnie takim wrakiem zachwycają się co roku miliony turystów..
Po lewej stronie widzimy wysoki, dominujący nad okolicą kontur wschodniego brzegu, w kształcie skalistego, znanego nam już z arionowskiej mapy półksiężyca.

157 158
157, 158. Pływanie w środku wulkanu jest po prostu fascynujące

Wpływamy do ogromnej caldery, będziemy płynąć środkiem wulkanu, nad zatopionym 400 metrów pod nami kraterem. Będziemy płynąć za południowy cypel, bo tam jest port, marina do której trzeba dopłynąć, jedyna marina na Santorini, w której mogą zatrzymać się jachty żaglowe, takie jak nasz Arion. Przepłynięcie przez krater będzie trwało jakieś półtorej godziny, bo tak wielki jest ten krater, ma średnicę około dziewięciu mil.
Cieszymy się na to pływanie w wulkanie.
Santorini zniszczyła sama siebie, bo zniszczyl ją jej własny wulkan, chociaż to nie był ten, który kiedyś tę wyspę stworzył, ale wtedy Santorini nie była wyspą, tylko górą w księżycowym krajobrazie, bo wtedy nie było jeszcze wody. Kiedy rodziła się Santorini, Ziemia przypominała piekło, było gorąco, ciągle wybuchały wulkany, których były tysiące, gorąca lawa stale tworzyła nowe krajobrazy, a szalejące z prędkościami tysiąca kilometrów na godzinę wichry uniemożliwiały jakiekolwiek próby życia, nawet gdyby takie próby były. Ale to było przecież piekło, a czy życie w piekle to życie, czy nie, tego za bardzo nie wiemy.
A poza tym wtedy nie było jeszcze wody.
Nad horyzontem wisiał ogromny księżyc, który był wtedy znacznie bliżej Ziemi, niż teraz.
Jak pojawiła się woda, pojawiły się też przypływy i odpływy, spowodowane księżycowym przyciąganiem i czasami jego brakiem, czyli odciąganiem. Różnice w poziomie wody były ogromne, sięgały kilkudziesięciu metrów, bo księżyc był blisko.
Ale wichry z czasem zelżały, bo odpływy i przypływy hamowały ruch obrotowy i Ziemia obracała się coraz wolniej i wtedy mogło pojawić się życie.
Ziemia stała się niebieską planetą, a z piekła zrobił się raj, bo pojawiło się życie, a życie jest rajem, nawet, jeżeli czasami wydaje nam się, że raj jest piekłem.

159 160
159*, 160*. Potrzeba było dużo czasu, żeby z piekła zrobić raj. Raj może z powrotem zamienić się w piekło w ciągu niewielu sekund. A człowiek nawet nie będzie winny.

Raj na Santorini skończył się, kiedy wybuchł wulkan, a to było jakieś tysiąc sześćset lat przed naszą erą. Wybuch był tak potężny, że w promieniu kilkuset kilometrów życie przestało być takim, jak przed wybuchem, jeśli w ogóle jeszcze pozostało.

161 162
161, 162*.Tak mógł wyglądać wybuch Thery. Ale być może wyglądał jeszcze zupełnie inaczej.

Gorące gazy pyroklastyczne zniszczyły wszystko, co znalazło się w ich zasięgu. Z nieba padało skałami, niektóre były ogromne, o średnicy dwudziestu, czy trzydziestu metrów, a lawa zalała każdy centymetr kwadratowy gruntu, jeżeli byl on tam, dokąd lawa chciała płynąć. I pył, tysiące metrów sześciennych wulkanicznego pyłu wzniosło się na wiele kilometrów do atmosfery. Glebę pokryła gruba, kilkudziesięciometrowa warstwa tego pyłu, pył zasłonił słońce, dla tych, którzy do tego momentu przeżyli pojawił się głód, a potem powolna śmierć.

163 163*. Najpierw przyszedł ogieńi nieprzyjemny gaz.
W porównaniu z takim ogniem bomba atomowa to zabawka.

Przybrzeżne miasta zniszczyło potężne tsunami, a fala była jeszcze dużo wyższa, niż ta w Fukushimie, podobno mogła mieć pomiędzy 35 i 100 metrów wysokości, ta w Fukushimie miała maksymalnie 23 metry i już taka była straszna.
Swoją drogą, że po 3600 latach potrafimy, czy potrafi ktoś ponadprzeciętnie inteligentny wiedzieć, jak wysoka była wtedy ta fala, to jest naprawdę coś.

164 164*. Potem przyszła fala. Fala zniszczyła wszystko to, czego nie zniszczył ogień.

Wybuch wulkanu na Santorini, uważają uczeni, przyczynił się do wygaśnięcia jednej z najstarszych cywilizacji epoki brązu w obszarze Morza Śródziemnego, kultury minojskiej. Głównym jej ośrodkiem była Kreta, posiadająca znaczące zasoby cyny, potrzebnej do produkcji brązu. Posiadanie cyny w epoce brązu to było prawdziwe szczęście, takie jakie ma teraz Putin w opływającej ropą siermiężnej Rosji. Kreta była trzy tysiące lat temu taką cynową, putinową Rosją.
Nic więc dziwnego, że Kreta w epoce brązu rozkwitała, ludność żyła dostatnio i rozwijała się też kultura. Kultura może się rozwijać tylko w dostatnich społeczeństwach, bo jak nie masz co do garnka włożyć nie myślisz o kulturze, tylko jak jutro siebie i rodzinę przy życiu utrzymać.
Z Krety kultura minojska promieniowała przez prawie 2000 lat na cały południowo-wschodni basen Morza Śródziemnego, od Sycylii na zachodzie, Egiptu na południu aż do krajów Azji Mniejszej na wschodzie, z biblijną krainą Kaanan, dzisiejszym Izraelem i Libanem. No i Palestyną.

165 165*. Kiedy światem rządziła cyna, Kreta nie musiała się martwić o swój bilans handlu zagranicznego.

Kultura minojska wygasła nie dlatego, że wulkan zniszczył Therę, bo Santorini to Thera, ale dlatego, że gazy pyroklastyczne, a potem tsunami zniszczyło Knossos na Krecie, tam gdzie cywilizacja minojska miała swoją stolicę.
Najpierw zaatakował Kretę gorący wiatr. Uwolnione przez ogromną erupcję Thery gazy i para wodna miały temperaturę około siedmiuset stopni i podróżowały w kierunku Krety z prędkością ponaddźwiękową.
Na jakiekolwiek alarmy i ewakuacje na podstawie planów przygotowanych na taką właśnie sytuację nie wystarczyło czasu.
Ale możliwe jest też, że Minojczycy takich planów akurat nie mieli.

166 167
166*. Tak wyglądał, pałac w Knossos, kiedy mieszkał w nim dobry król Minos 167*. Teraz nie mieszka w pałacu ani król, ani królowa. I nawet nie związki zawodowe

Gorący wiatr spalił na północnym wybrzeżu Krety wszystko, a ludzie, prawie wszyscy zostali zgrilowani. Też dobry król Minos i królowa.
Potem przyszło tsunami, fala potrzebowała z oddalonej o około 100 km Thery do Knossos około 12 minut, bo podróżowała z prędkością 400 mil na godzinę. To też ktoś mądry wyliczył, a ja powtarzam, bo to co ktoś mądry wyliczył na pewno się zgadza.
Woda zgasiła wszystkie pożary, ale nie uratowała życia, bo go wtedy tam już nie było.
W ciągu kilku minut zginęło około miliona ludzi. Pomimo, że pałac w Knossos później odbudowano, cywilizacja minojska nigdy nie wróciła do dawnej świetności.
Są i dalsze teorie. Być może i zagadkowa zagłada Atlantydy, co opisał dużo później Platon to też  wynik wybuchu wulkanu Thera.
A być może nawet, uważają niektórzy, to właśnie Thera, czyli Santorini była tą platonowską Atlantydą.
Trudno tu o jakieś dowody. Atlantydę i jej wysoko rozwiniętą cywilizację znamy tylko z opowiadań Platona, który przecież na Atlantydzie nigdy nie był, tylko ktoś mu opowiedział. Ktoś, kto tam był?

168 169
168*, 169*. Tak miała wyglądać Atlantyda, takich różnych wizji jest dużo

A na Santorini zachowało się niewiele śladów dawnej cywilizacji,które mogłyby teorie Platona potwierdzić, bo przecież duża część wyspy zniknęła pod wodą.
Ale zachowały się ruiny miasta Akrotiri na południowo-wschodnim wybrzeżu Santorini, niedaleko mariny, do której płyniemy.
Nie wiadomo, jak to miasto się rzeczywiście nazywało, teraz nazywamy je Akrotiri, bo tak nazywa się dzisiejsze miasto, czy raczej wioska, powstałe koło ruin wieleset lat później.

170 171
170*, 171*. Akrotiri jest dzisiaj senną wioską, w której dobrze czują się i barany.
W pobliżu są wykopaliska, które odwiedza cały świat

I antyczna nazwa wyspy, Thera nie ma nic wspólnego z nazwą miasta, czy wyspy z brązowego okresu. Thera pochodzi, jak twierdzi starożytny grecki historyk Herodot od przywódcy plemienia Dorów, którzy osiedlili się na wyspie w dziewiątym wieku p.n.e., czyli dawno po erupcji.
Przywódca o imieniu Theras musiał być bardzo charyzmatyczny, tylko takim udaje się na trwałe wpisać do naszej zbiorowej pamięci i do naszych serc. Kaliningrad, czy Stalingrad są tego najlepszym przykładem.
Akrotiri zostało najpierw zniszczone przez trzęsienie ziemi, a potem zalane lawą przez wulkan i zniknęło na 3600 lat z mapy świata, do czasu, kiedy w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku grecki profesor i archeolog o nazwisku Marinatos, opętany ideą, że Santorini to Atlantyda nie dokopał się pierwszych amfor i zastanawiająco dobrze zachowanych murów. Miał szczęście, bo zaczął kopać akurat w tym miejscu, gdzie warstwa lawy i pumeksu była cienka, bo tylko czterometrowa. Gdzie indziej ta warstwa, wypluta w konwulsjach wulkanu była kilkudziesięciometrowa.

172 173
172*, 173*. Wykopaliska w Akrotiri są fascynujące, dla ochrony wykopanych skarbów przed deszczem zbudowano nawet dach. Choć deszcz tu rzadko pada

Wkrótce wykopaliska, trwające zrestą do dzisiaj ruszyły pełną parą, a szczęśliwy odkrywca, Marinatos stał się z dnia na dzień sławny. Nie cieszył się ze swojego odkrycia długo, bo wkrótce zginął w tragicznym wypadku na miejscu swojego wielkiego odkrycia.
Nie zamordowany przez jakieś zbudzone z tysiącletniego snu starożytne potwory, albo antyczną klątwę. Po prostu spadł z muru, na którym stał dyrygując dalszym odkopywaniem.
Tak to już jest.
Akrotiri było bogatym miastem, w centrum zbudowano domy nawet trzy- i czteropiętrowe. W domach była kanalizacja, bieżąca woda i system ciągów powietrza zapewniający efekt podobny do klimatyzacji. Na pierwszym piętrze mieściła się łazienka, a na parterze składowano zapasy. W prawie każdym domu znajdowało się pomieszczenie, w którym tkano i barwiono tkaniny. Szyto odzież na własne potrzeby i na eksport. Szyto również żagle i podobno budowano również statki, takie, które widać na licznych barwnych freskach w odkopanym zakopanym mieście. Ale do tej pory nie znaleziono żadnych śladów jakiejkolwiek stoczni, bo one znajdowały się prawdopodobnie na tej części wyspy, która zniknęła na zawsze pod wodą.

174
174*.Takimi łodziami podróżowało się z i do Akrotiri. Najczęściej nie byli to turyści.

W sumie był to zdumiewająco wysoki standard życia, to było 3600 lat temu, epoka brązu, nawet żelazo nie było jeszcze wtedy znane, nie mówiąc o CAD i symulacji komputerowej, bez których domów dzisiaj wyraźnie już wybudować się nia da.

175
175*. Centrum Akrotiri w perspektywie 360°, tu spotykali się mieszkańcy i gawędzili o polityce i planach na następny urlop

Mieszkańcy Akrotiri prawdopodobnie często chodzili do restauracji, czy snack-baru, bo w odkopanych domach rzadko znajduje się piece, czy jakiekolwiek urządzenia kuchenne. Jeśli chodzili często do knajpy, to musieli być bogaci, ci mieszkańcy naszego brązowego miasteczka. Na nasze pojęcia miasteczka, a na tamtejsze warunki dużego, bo liczącego, około 5-9 tysięcy mieszkańców miasta, jak znowu ktoś mądry wyliczył.

176 177
176*. Mieszkańcy Akrotiri byli pracowici i lubieli prace na świeżym powietrzu. Musieli, bo z internetu trudno się wtedy było utrzymać 177*. A w wolnych chwilach dekorowali sobie ściany barwnymi freskami

Nie wiadomo jednak, czy to stołowanie się poza domem to była własna wola obywateli Akrotiri, bo ich było na to stać, a panie może nie lubiały gotować, czy też była to konieczność narzucona przez struktury polityczne.
I 3600 lat później znane były takie koncepcje. W podobno bezklasowym społeczeństwie komunistycznym obywatele mieli mieszkać w jednakowych mieszkaniach w dużych blokach, łazienki powinny być wspólne, na korytarzach, a na dole stołówka, gdzie wszyscy mieli jeść razem to samo.
I Nikita Chruszczow mieszkał w latach trzydziestych w takim domu w Moskwie. Był już wtedy ważną osobą w hierarchii partyjnej i zyskiwał sobie zaufanie Stalina, z reguły przekraczając narzucone przez dobrego ojca narodu miesięczne limity aresztowań niewinnych ludzi.
Tych aresztowanych albo mordowano od razu, albo wysyłano na katorgę do gułagu. Czasami byli to sąsiedzi Chruszczowa zamieszkujący ten sam blok ze wspólną łazienką i stołówką. Następnego dnia po aresztowaniu usuwano tabliczkę z nazwiskiem na drzwiach i wymazywano z ewidencji wszystkie dane, tak jakby ten człowiek nigdy nie istniał.
Pytań nie zadawał nikt.
Aresztowani z bezklasowych bloków mieszkalnych byli więc już przygotowani do wspólnego obozowego życia, jakkolwiek to, co ich w najbliższych średnio dwudziestu latach oczekiwało to była znacznie niższa kategoria hotelowa.

178 179
178*. Tak dzisiaj wygląda dom, w którym mieszkał Chruszczow, mercedesowska gwiazda zupełnie tu nie pasuje 179*. Towarzysze spotykali się często, tu akurat w pracy

Akrotiri nie miało, w odróżnieniu od sąsiednich greckich wysp żadnych urządzeń militarnych, czy umocnień obronnych, to znaczy, że mieszkańcy nie musieli obawiać się najazdów piratów, złoczyńców, czy też normalnych najazdów biedniejszych sąsiadów, zdenerwowanych tym, że na Akrotiri żyje się lepiej, a u nich gorzej.
Prawdopodobnie chronił mieszkańców Akrotiri ich sojusz z silną Kretą.
Bez tego sojuszu nie byłoby możliwe bogactwo wyspy.
A przede wszystkim było Akrotiri bogate dzięki handlowi. Wyspa miała idealne dla handlu pomiędzy Kretą i Azją Mniejszą położenie geograficzne, bo leżała w połowie drogi i można było tam dopłynąć w ciągu jednego dnia. To było ważne, bo wtedy nocą się nie żeglowało.
A żeglowanie polegało wtedy głównie na wiosłowaniu. Łodzie żaglowe były rzadkie, dlatego, że potrafiono żeglować tylko przy vordewindzie, to znaczy kursami pełnymi, baksztagowymi. Żagle skośne nie były znane, więc tych wszystkich naszych grożnych, zakłócajacych drzemanie na pokładzie komend w stylu ‘Prawy foka szot luzuj, lewy wybieraj!’ ówcześni żeglarze się nie bali. Za to musieli się nieźle pocić przy wiosłowaniu.

180 181
180*. Ulubione były łodzie z wiosłami 181*. Fresk przedstawia rybaka z Akrotiri. Podobieństwo do rybaka z Władysławowa jest uderzające

Całą tę sielankę zniszczył wybuch Thery. Lawa przelała się przez miasto w kilku następujących po sobie erupcjach, spływając szeroką rzeką przez samo centrum Akrotini do oddalonego o niecałe dwieście metrów morza. Domy, place i ulice pokryła gruba warstwa wulkanicznego pyłu. Resztki życia, które jeszcze w tym momencie się zachowały, zniszczyły trujące gazy pyroklastyczne. Akrotini stało się, podobnie jak wiele wieków później Pompeji zakonserwowanym dla późniejszych pokoleń miastem-pomnikem.
W odróżnieniu od Pompeji wulkan nie pogrzebał jednak pod sobą mieszkańców miasta, dlatego, że w momencie wielkiego wybuchu tych mieszkańców już w Akrotini nie było. Przestraszeni poprzednimi licznymi mniejszymi erupcjami i trzęsieniami ziemi mieszkańcy opuścili miasto wcześniej, prawdopodobnie udając się swoimi wiosłowymi łodziami na poszukiwanie nowej, spokojniejszej ojczyzny. Ale nigdy tam nie dotarli. Nie zachowały się żadne ślady archeologiczne mogące potwierdzić przybycie większej grupy osiedleńców gdzieś w tym rejonie i w tym czasie.
Prawdopodobnie uciekających z miejsca grozy mieszkańców Akrotini pochłonęło to okropne tsunami, o fali, jak wiemy, pomiędzy 35 a 100 metrów wysokości.
Czy Santorini, Thera naprawdę była Atlantydą?
Niektórzy uważają, że absolutnie nie, a inni, że właśnie tak, że wybuch wulkanu w samym geograficznym centrum późniejszej kultury hellenistycznej mógł być naturalną kanwą legendy o Atlantydzie. Nie będziemy tutaj przytaczać argumentów dlaczego absolutnie nie, bo ciekawsze są argumenty, dlaczego właśnie tak. Argumenty potwierdzające ulubioną hipotezę są zawsze ciekawsze, niż argumenty w przeciwnym kierunku.
Jednym z ciekawych argumentów jest położenie wyspy między Libią i Syrią, według pewnych tłumaczeń tak właśnie położenie Atlantydy określił Platon, dla którego basen Morza Śródziemnego, a nie jakiś tam Atlantyk był pępkiem świata.

182 182*. Mapą świata była wtedy mapa Herodota. I Platon nie miał lepszej


Uderzająco podobna do opisu Platona jest także geografia wyspy. Thera przed erupcją składała się z dwóch wysp, centralnej kolistej wyspy, w środku caldery, o średnicy około sześciu do ośmiu kilometrów i otaczającego ją prawie zamkniętego półksiężyca, otwartego na morze jedynie na południu. Taka laguna tworzyła idealny dla statków port, chroniony przed falami czasami gniewnego morza z każdej strony, najlepszy port w całym basenie Morza Egejskiego.
Półksiężyc o długości około 35 km, w dużej mierze ocalał i tworzy dzisiejszą Santorini, podczas, gdy centralna wyspa całkowicie zginęła pod wodą.
Bo tam był główny krater wulkanu.

183 184
183*. Tak wyglądała Thera przed erupcją Thery 184*. Tak wygląda Thera (Santorini) dzisiaj; centralnej wyspy po prostu nie ma

Ale właśnie ta centralna wyspa była najważniejszym ośrodkiem na Therze i być może Atlantydą. Mieszkało tam, szacują uczeni, około czterdziestu tysięcy mieszkańców, był imponujący pałac, stocznie i porty handlowe. Z półksiężycową wyspą, której największym miastem była położona na północy Therasia łączył centralną wyspę most, bo w najwęższym miejscu dzieliło obydwie wyspy tylko około trzystu metrów wody. Akrotiri, położone na południu półksężyca, było zresztą od Therasii dwukrotnie mniejsze.
Są i inne podobieństwa do opowieści Platona: wielopiętrowe domy z białego, czarnego lub czerwonego kamienia, z których, według relacji turystów słynęła Atlandyda. Wulkaniczne skały o takich wlaśnie kolorach spotyka się na Santorini. A domy były wielopiętrowe, nawet w prowincjonalnym Akrotiri. W stolicy musiały być jeszcze większe i jeszcze wyższe, bo w stolicach zawsze wszystko musi być większe i wyższe i lepsze. I droższe.

185 185*. Z różnokolorowych skał mieli sobie Atlantydzi budować śliczne różnokolorowe domy

Ale czy to wystarcza? Czy Thera naprawdę była Atlantydą? Jest i wiele innych miejsc, które też w miarę dobrze pasują do jedynego opisu tego miejsca, którym dysponujemy.
Ten opis Platon otrzymał od Solona, innego sławnego greckiego filozofa i polityka, o którym jeszcze w trakcie naszej opowieści usłyszymy. Solon, starszy od Platona o jakieś dwieście lat dowiedział się o Atlantydzie w Egipcie, gdzie bawił kiedyś w podróży służbowej. A Egipcjanie...ci zawsze wiedzieli wszystko, przynajmniej wtedy.

186 187 188
186*, 187*, 188 * Solon, Platon, Herodot. Człowiek z kamienia zawsze wygląda podobnie: musi mieć zmierzwioną brodę
i zamknięte oczy

O ile ta Atlantyda w ogóle istniała, o ile Platon sobie tego wszystkiego po prostu nie wymyślił. Mogła mu Atlantyda pasować do konceptu jako alegoria, żeby pokazać, że i największe bogactwo i najlepsza organizacja ma swoje granice i może rozpaść się jak dom ze źle potasowanych mydlanych kart.
Tym bardziej jeśli ten dom zbudowano na ludzkiej arogancji i pysze.
Pisarze, filozofowie i historycy, to ludzie pełni twórczej fantazji. Jak im czegoś brakuje do konceptu, to sobie coś wymyślą, coś napiszą, a my potem wszyscy w to wierzymy.

Ale nie koniec na tym.
Thera jest ważna dla każdego z nas i to nie tylko dlatego, że była kiedyś być może Atlantydą.
Jeszcze z zupełnie innych powodów. Bo może bez tego wulkanu historia naszej europejskiej cywilizacji wyglądałaby trochę inaczej.

 Mojżesz dotarł do brzegu morza jak zwykle pierwszy. Stanął w miejscu, bo dalej przejść się nie dało. Pod urwiskiem pieniły się wściekle fale.
’Co dalej?’ pomyślał w rozpaczy. Nie mieli przecież żadnej łodzi, a zresztą nawet, gdyby jakąś mieli, jak przeprawić przez morze cały naród Izraela, sześćset tysięcy ludzi, nie licząc kobiet i dzieci?

189 190
189*, 190*: Mojżesz stał nad urwiskiem i przyglądał się falom. Uciekinierzy podążający za nim nie wiedzieli na początku, w jakie tarapaty się właśnie wpakowali

Coś jest nie tak, ale co? Wykonali przecież wszystkie rozkazy Pana. Opuścili Sukkoth i skierowali się na pustynię, tam gdzie nie ma nikogo, kto by ich mógł zatrzymać, bo może przy pierwszym spotkaniu ze złymi Filistynami ten, czy inny uciekinier wolałby wócić do niewolniczego życia u faraona, oni bohaterami nie chcą zostać, wolą żyć, a poza tym są ciągle tacy nieufni...
Na noc, jak nakazał Pan, zatrzymali się w Etham, następnego dnia mieli przejść do Pihachiroth w pobliżu Baal-Zephon i tam się zatrzymać.
No i właśnie doszli, na pewno nie pobłądzili, przecież stale im Pan towarzyszył, w dzień wskazując drogę wędrującym słupem chmury, a w nocy słupem ognia.
Z takimi drogowskazami i głupi by trafił, nawet bez mapy.

191 191*: W nocy prowadził ich dobry słup ognia

Map Mojżesz nie miał, bo trudno było od faraona jeszcze map oczekiwać.
I tak dobrze, że się na tę masową emigrację w końcu zgodził.

192 192*: Trasę ucieczki dostał Mojżesz od Pana

Pakowali się w pośpiechu, nie było wiadomo, czy faraon się przypadkiem nie rozmyśli.
I wtedy koniec nadziei na tę ziemię obiecaną, na ten obiecany przez Pana kraj mlekiem i miodem płynący.
Mojżesz nie miał pojęcia, jak ten cudowny kraj będzie wyglądać i jak to będzie technicznie rozwiązane, z tym miodem i mlekiem, urodził się przecież w Egipcie, większość życia spędził se swoją żoną Zipporą w Midian, na pustyni i pasł należące do teścia owce, tam żadnych luksusów nie było.
Ale Mojżesz wierzył w Pana, że on go nigdy nie zawiedzie, zawsze do tej pory wszystko się sprawdzało, co Pan przepowiedział, więc pewnie i teraz, ten problem z morzem jakoś się rozwiąże.
Obrócił się niespokojnie do tyłu, pierwsza grupa właśnie nadchodziła, wycieńczeni i zdesperowani pokazywali jeden drugiemu widoczne już z tego miejsca to nieszczęsne morze.

193
193*. Nastrój w grupie nie był najlepszy. Ale w końcu nie byli na wczasach

’No i co teraz rozkażesz, wielki przewodniku? Mamy to morze teraz przepłynąć, na twój rozkaz?’ wołał jeden z pierwszych w grupce.
’To już lepiej było niewolnikiem w Egipcie zostać, przynajmniej zostalibyśmy przy życiu’ wtórowali następni ‘Tu nas pewna śmierć czeka, nie zginęliśmy z głodu i z pragnienia na pustyni, za to teraz utoniemy w tym morzu. Przecież my nawet pływać nie umiemy. Wszyscy zginiemy.’
’Wszyscy zginiemy’ podchwycili następni ‘A armia faraona już blisko, ścigają nas od wczoraj. Podobno już się zbliżają do Baal-Zephon.'
’Ale skąd oni to wiedzą, że faraon nas ściga, jakiś przeciek, ale od kogo?’ Mojżesz poczuł, że jest w coraz gorszych tarapatach
’Tylko zachować spokój’ powtarzał sobie ‘Robić dobrą minę do złej gry, nie dać po sobie poznać, że ja nie mam zielonego pojęcia, co z tym morzem wykombinować. I nic mi nie przychodzi do głowy. Ale może trzeba po prostu zaczekać, Pan na pewno coś wymyśli.’
‘Uspokójcie się’ spróbował trochę niepewnie.
’Uspokójcie się i wierzcie w Pana!’ powtórzył tym razem głośniej, teraz ten głos był już zdecydowany i silny, i górujący nad lamentem straceńców i płaczem kobiet.
’Wiara czyni cuda’ pomyślał po raz któryś z rzędu ‘Ciągle się o tym przekonuję. Wierzę w naszego Pana, on sobie i z tym faraonem jakoś poradzi.
Ale nie wiem, czemu kazał im do tego samego miejsca iść, jak nam, do Pihachiroth koło Baal-Zephon?’
A Mojżesz wiedział dużo, dużo więcej, niż reszta uciekinierów.
Bo Mojżesz rozmawiał z Bogiem, regularnie. Ktoś musiał przecież tę gromadę we właściwym kierunku prowadzić.
Bóg wybrał Mojżesza wiele lat temu, kiedy Mojżesz był jeszcze młody i pełen naiwnego zapału, żeby zmienić świat na lepsze. Bóg wybrał Mojżesza, po to, żeby spełnił swoją życiową misję, ważną misję. To było na górze Horeb, a misją było wyprowadzenie narodu Izraela z egipskiej niewoli, po całych 480 latach. Bóg objawił się wtedy Mojżeszowi ukryty w płonącym krzaku, który się jakimś cudem, pewnie też z woli boskiej w tej pustyni uchował.

194 195
194*, 195*. Krzak, który płonął, ale się nie palił. Mojżesz szybko pojął, że podręcznikową chemią niewiele tu wskóra

Mojżesz był z początku zdziwiony, słyszał już wprawdzie o Bogu Jahwe, czczonnym przez pustynne plemiona jako wszechmogący Bóg wiatru, mogący zesłać na swoich skrzydłach życiodajny deszcz, albo też gorący i niszczący życie, jak żar z pieca wiatr z samego serca pustyni.
Mojżesz zrozumiał wtedy, że Jahwe to Bog wszechmogący, wszystkowiedzący i jedyny.
Każde następne spotkanie z Bogiem utwierdzało Mojżesza w wierze w Jedynego Boga.
Jego wiedza, moc i mądrość nie pozwalałoby mu dzielić władzy z innymi Bogami, jak w jakiś ministerstwach, czy komitetach.
’Samo ustalenie pogody na jutro’ myślał wtedy młody Mojżesz obserwując migoczące na czarnym nocnym niebie gwiazdy ‘byłoby prawie niemożliwie, gdyby Bóg słońca, Bóg wiatru, Bóg deszczu i czego tam jeszcze musieliby się codziennie spotykać i mozolnie ustalać, jaka jutro ma być pogoda, każdy ze swoimi własnymi priorytetami i setkami zebrań, które po drodze muszą jeszcze obskoczyć.'
’To nie funkcjonowałoby w ogóle’ konstatował Mojżesz ‘a często nie byłoby pogody na czas, w ogóle nie byłoby pogody, bo by ciągle jeszcze dyskutowali.’
’Więc Bóg, nasz Bóg jest jedyny i wszechmogący.’
Spotkanie z pustynnym krzakiem, który płonął, ale się nie spalał miało odmienić całe dalsze życie Mojżesza.
‘To było wtedy, dawno temu’ myślał gorączkowo Mojżesz ‘ale teraz jest tu i właśnie teraz i jest jeszcze to cholerne morze i ja mam całą tę gromadę na karku, jeszcze mi ufają, ale pewnie nie na długo. Nie mogę dopuścić do paniki i do fiasku całej misji, przecież Bóg mi zaufał. I ja miałbym teraz jego zaufanie zawieść?
Na horyzoncie na zachodzie, jeszcze daleko, ale już widoczne pojawiły się małe chmurki, nad samą ziemią, horyzont stał się jakby niewyraźny, a po chwili znikł w ogóle.
Mojżesz zrozumiał, że to tumany pustynnego piasku, wznoszone przez jadące pełnym pędem pojazdy faraona.

196 196*. Żołnierze bardzo się starali dopędzić uciekinierów, bo wiedzieli, że z faraonem nie ma żartów

’Ktoś mi kiedyś mówił, że takich pojazdów faraon ma sześćset, nie mówiąc o piechocie’ powiedziała cicho stojąca obok Mojżesza kobieta. Owinięta w chustę, chroniącą przed pustynnym wiatrem trzymała na ręku niemowlę, ssące z zapałem z jej lewej piersi życiodajne pożywienie.
I ona widocznie te obłoczki na horyzoncie właściwie zinterpretowała. Na szczęście nikt inny horyzontu akurat nie obserwował, wszyscy siedzieli na ziemi, wdzięczni losowi, że mogą przez chwilę odpocząć.
Mojżesz nie miał pojęcia, kim była ta młoda kobieta, spokojna, ale smutna, pogodzona ze swoim losem, jakikolwiek miałby on być.
Ale był jej wdzięczny, że swoją obserwacją podzieliła się tylko z nim.

197 198
197*,198*. Na razie martwili się tylko morzem. Ale oddziały faraona zbliżały się szybko

’Trzeba działać’ stwierdził i odszedł parę kroków na bok, żeby przygotować się do rozmowy z Bogiem. Popatrzył się w górę, w pochmurne niebo, tam skąd normalnie przychodził głos Pana.
Nic, cisza, żaden głos, żadna rada, nawet wiatr zelżał, zrobiła się cisza.
’No to koniec’ pomyślał Mojżesz ‘faraon naciera, a mnie nic do głowy nie przychodzi. Trzeba było zostać ogrodnikiem, albo szewcem, a nie przywódcą.’
Ale zaraz potem powiało wiatrem, silną bryzą, od wschodu. Wiatr odrywał z grzbietów spienionych fal drobne krople wody unosząc je w powietrze, które nagle stało się orzeźwiające. Niektóre krople osadziły się na twarzy i na długiej brodzie Mojżesza. Otarł twarz szerokim rękawem koszuli, po chłopsku i poczuł się lepiej.
Daleko przed nim, na wschodzie, tam gdzie kończyło się morze, a zaczynał horyzont ukazała się chmura, która poruszała się zadziwiająco szybko w ich kierunku.
Wkrótce chmura, w kształcie znanego już Mojżeszowi słupa okrążyła od północy koczujący nad brzegiem morza naród izraelski i ustawiła się na zachód od nich, odgradzając ich całkowicie od nadciągającej w tumanach pustynnego kurzu armii egipskej.

199 199*. Chmura może przynieść cudowne ocalenie. Ci, którzy twierdzą, że chmura przynosi tylko deszcz nic nie zrozumieli.

I wtedy usłyszał głos Pana.
’Weź swoją laskę i weź się do roboty. Musicie przejść przez to morze. Nie ma czasu do stracenia, musisz działać już.’
’Ale co mam zrobić, przecież to jest morze, jak my mamy przez nie przejść?’
’Weź swoją laskę do ręki, powtarzam. Już będziesz wiedział, co masz zrobić, morze się ugnie przed tobą, przede mną. Ja jestem z tobą, cały czas.’
Mojżesz wziął posłusznie laskę i wzniósł swoją prawą rękę do góry, w kierunku kłębiącego się pod nim morza i syczących fal. I spokojnie czekał na efekt, jakikolwiek, nie wiedział przecież co jego laska, on sam, a właściwie wola boża ma temu morzu zrobić.
Ale nic się nie stało, żaden cud, morze było tam, gdzie przedtem, a fale syczały nawet jakby bardziej.

200 200*. Wiara w cuda czyni cuda

Podniósł bezradnie wzrok w górę.
’Musisz wierzyć w to, co robisz. Bez wiary we mnie, twojego Pana, nic nie zdziałasz. I ja będę bezradny, jak nikt nie będzie we mnie wierzył. I ty jesteś częścią mnie, jak każdy, kto we mnie wierzy. I ty jesteś cząstką mojej boskości, mojej mocy i mojej władzy. I ty masz siłę, żeby rządzić światem, masz ją ode mnie. Tylko musisz w to wierzyć.’
Mojżesz był zdumiony. Tak z nim Bóg jeszcze nigdy nie rozmawiał. A rozmów było w końcu sporo. Ale normalnie były to tylko krótkie, zwięzłe rozkazy, „zrób to, zrób tamto”, albo „idź do faraona i powiedz mu, że wymyślę mu kolejną plagę”. No i często to wychwalanie własnej mocy, w którą on, Mojżesz, zresztą nigdy nie wątpił, bo widział dość przykładów, zwłaszcza ostatnio, kiedy Pan tak upokorzył faraona, że on w końcu zaczął mu jeść z ręki, a przynajmniej zgodził się w końcu naród izraelski z niewoli wypuścić.
Ale dzisiaj, teraz, poczuł Boga tak blisko, jakby on stał obok niego i otulał go od mokrego wiatru szerokim rękawem swojego białego lnianego płaszcza.
Ale Mojżesz ciągle jeszcze nie był w stanie morza wyzwać. Czuł, że ta ta druga próba nie może się skończyć porażką, bo wtedy on straci wiarę we własne siły i nie podejmie następnej próby. Odda wtedy swą laskę Aaronowi, swojemu bratu, który go tyle razy wspomagał, w tych wizytach u faraona. Silną stroną Aarona była zawsze krasomówczość, czego Mojżeszowi brakowało. Więc u faraona przeważnie mówił Aaron, a Mojżesz, z pomocą swojej laski, i oczywiście Pana, dokonywał cudów.
Które się zawsze udawały!

201 202
201*, 202*. Audiencje u faraona były emocjonujące

No właśnie, udawały sie jemu, nie Aaronowi, on nie może tej laski Aaronowi przekazać, bo tylko on, Mojżesz potrafi to morze pokonać i potrafi ocalić swój naród od zagłady pod kołami egipskich rydwanów!
On to musi teraz zrobić i on to potrafi zrobić, bo wierzy w nieograniczoną moc Pana!
Wziął laskę, chwycił ją mocno do prawej ręki, tak mocno, że aż kostki na dłoni zrobiły się białe, podniósł do góry, w kierunku morza, tak wysoko jak tylko potrafił, uniósł wzrok do góry, do Pana i zawołał głosem tak donośnym, że dobiegł on na wschód, aż do samego horyzontu, tam, gdzie morze się kończyło, i na zachód, do pędzących w tumanach piasku rydwanów faraona i zawołał swoim barytonem ‘Ustąp przed nami, morze! Ustąp przed wolą naszego Pana wszechpotężnego! Daj wolne przejście synom i córkom Izraela, wybranego narodu!’
Morze usłuchało. Rozstąpiło się na lewą i na prawą stronę pozostawiając w środku suche przejście, wystarczająco szerokie dla uciekinierów z całym ich dobytkiem i trzodą.
Po obu stronach przejścia piętrzyła się na wiele metrów woda. Stała pionowo, stabilna jak mur z kamienia.

203 204
203*, 204*. Morze wreszcie zmądrzało i się rozstąpiło

’Za mną, nie traćcie czasu! Przechodzimy na drugą stronę!’ Mojżesz znowu był przywódcą i prorokiem.
Uratował wlaśnie swój naród przed zagładą.
Ale wiedział cały czas, że to zasługa Pana, wszechmogącego Jahwe.

Tak mniej więcej, a w szczegółach może jednak inaczej przedstawili legendarne przejście przez morze kapłani izraelscy uprowadzeni do Babilonu, w kilkaset lat po biblijnych przygodach w Egipcie.
Babiloński władca, Nebukadnezzar podbił królestwo Judy i stolicę Jerozolimę, w 597 roku p.n.e. i zakończył w ten sposób jeden z nielicznych okresów niepodległości izraelskiego państwa. Nebukadnezzar skazał wtedy na banicję w Babilonie prawie całą elitę izraelskiego społeczeństwa. Pozbawiony przywódców naród nie będzie w stanie przeciwko okupantom się obrócić, wyliczył sobie Nebukadnezzar. Historia miała przyznać mu rację.

205 206
205*. Babilończycy zdobyli Jerozolimę, zburzyli świątynię i przepędzili mieszkańców. A oni cieszyli się, że pozostali przy życiu 206*. Wędrówka do Babilonu była długa i pozbawiona uciech. Wędrowało się na piechotę.

Dalszy ciąg historii naszego rejsu już wkrótce...


Źródła:
Wszystkie zdjęcia bez gwiazdek to nasze własne zdjęcia, ze zbiorów Krzysztofa Gackiewicza, Jacka Simona, Maryli i Krzysztofa Migdał, Izabelli i Krzysztofa Stańczyk oraz Jolanty i Klaudiusza Kobiela.

149. wikimedia.org
150. wikimedia.org
152. wikimedia.org
159. Pro-physik.de
160. Reddit.com
161. lookandlearn.com
162. theextictionprotocol.wordpress.com
163. Travelingclassroom.org
165. de.wikipedia.org
166. antikefan.de
167. minoer.net
168. crystallinks.com
169. john-uebersax.com
170. travelingclassroom.org
171. pbase.com
172. travelingclassroom.org
173. eclecticlaura.wordpress.com
174. de.wikipedia.org
175. de.wikipedia.org
176. travellingclassroom.org
177. travel-to-santorini.com
178. bpb.de
179. bpb.de
180. travellingclassroom.org
181. travellingclassroom.org
182. mysteria3000.de
183. travellingclassroom.org
184. travellingclassroom.org
185. travellingclassroom.org
186. de.wikipedia.org
187. babelio.com
188. de.wikipedia.org
189. conservativehome.com
190. harunyahya.de
191. earnthis.net
192. eslam.de
193. spiegel.de
194. lds.org
195. crystalinks.com
196. haroldgraf.blog.de
197. specialtyinterests.net
198. jocky.de
199. myscripturestudies.com
200. mimaryvee.blogspot.com
201. politikarena.net
202. phantasieundwahrheit.ch
203. genius.com
204. harmagedon.com.ar
205. bible-history.com
206. bible-history.com

 
Prawdziwa Przygoda by Marek and Jacek
Design by : Place your Website.