Klaudiusz Kobiela
To wszystko wydarzyło się naprawdę.
Ale czasami jest więcej takich "naprawdę", zupełnie różnych.
Starałem się wybrać wtedy wersję najbardziej rozpowszechnioną, nie najbardziej prawdopodobną, bo tego ocenić nie potrafię.
Dialogi nie są historycznie udokumentowane, ale kto pamięta dzisiaj co powiedział wczoraj?
Klaudiusz 


Środa, 12.06.2013

W samolocie z Zürichu do Aten podają gorący makaron z jakimś półprzeźroczystym sosem budzącym różne dziwne skojarzenia i rozdają szwajcarskie gazety, popularny Blick, który można przeczytać w 10 minut i mniej powszechną Neue Zürcher Zeitung, którą można czytać i dwa dni i to nawet omijając reklamy i ogłoszenia o miejscach pracy w bankach i innych poważnych przedsiębiorstwach szwajcarskich. Na takie ogłoszenia, zwłaszcza na stanowiska menedżerskie zgłaszają się najczęściej Niemcy, bo z reguły dobrze mówią po niemiecku. Poza tym jest ich dużo, a Szwajcarów jakby coraz mniej.

W Neue Zürcher Zeitung czytam, że niedobry grecki premier Samaras właśnie wczoraj niespodziewanie rozwiązał państwowe radio i telewizję, od północy zamilkły wszystkie stacje nadawcze, a Grecy będą musieli śledzić ważne wydarzenia na świecie oglądając głównie reklamy, gwóźdź programu kanałów prywatnych.
'Mogą być strajki, czy demonstracje, trzy tysiące ludzi straciło dzisiaj pracę' odwracam się do Mariusza, który leci z Moniką tym samym samolotem.
'Co wy opowiadacie' wtrąca się Jola, która leci ze mną tym samym samolotem 'Przecież do mariny nie będzie nas wiózł dziennikarz. Ja w każdym razie jadę do mariny taksówką. Ma mnie pod sam jacht zawieżć, bo mnie noga boli.'

Pozostajemy więc optymistami. I łódki będziemy w marinie odbierać nie od dziennikarzy, tylko od Jorgosa. Jorgos jest dobrym kolegą Andrzeja i daje mu tylko najlepsze, wypasione łódki. Są zawsze dobrze wyposażone, sprawdzone i względnie czyste, co raczej nie jest w Grecji regułą.
Jorgos jest tak dobrym przyjacielem Andrzeja, że wyda nam dzisiaj punktualnie nasze łódki nawet jeśli postanowi poprzeć żądania oburzonych dziennikarzy. Może przecież pójść na demonstrację jutro. Bo i następnego dnia na pewno będzie demonstracja.

Dziennikarze będą jeszcze długo oburzeni. Niektórzy z nich opuszczą swoje dawne biura w państwowej ERT po strajku okupacyjnym dopiero po wielu miesiącach, w listopadzie. Ten strajk zakończą też nie dobrowolnie, będą o to poproszeni przez urzędników państwowych, którzy przebiorą się na tę okazję za rycerzy, głowa w hełmie, w lewej ręce tarcza, a w prawej broń. Rycerze zostawią swoje rumaki przed szturmowanym właśnie gmachem, bo konie nie lubią chodzić po schodach, ani też jeździć windą.
Ale i tak cud się nie zdarzy, rycerze zwyciężą, a cały trud i walka pójdzie na marne. Premier Samaras w tym czasie dawno już będzie miał nową, okrojoną ERT, w której nie będzie miejsca dla dziennikarzy, którzy byli długo oburzeni.

 1  2
 1*. Dziennikarze nie rozstawali się chętnie ze swoją ERT   2*. Wielu Greków chce dalej swój oglądać swój dziennik telewizyjny

Z lotniska można dojechać do mariny zatłoczonym autobusem linii X96. Należy wysiąść na przystanku, kiedy z okna autobusu widzi się bank ING i hotel Posejdon. Potem przechodzi się przez sześciopasmową jezdnię, po której mają nieustannie jeździć samochody, a zielone światło na zebrze świeci się tylko krótko. Po przedostaniu się na drugą stronę należy tylko uważać, żeby metro nas nie przejechało, które tutaj akurat nie jeździ pod ziemią i skręcić w lewo, po to, żeby dojść do stacji benzynowej Shell i zacząć szukania wysokich dżwigów budowlanych, które jak latarnia morska wyznaczają początek mariny Alimos, czy Kalamaki, jak się komu bardziej podoba.

3  4 
 3*. Nadmorska magistrala w Atenach: na plażę i do mariny Alimos dojeżdża się metrem, autobusem, albo taksówką.  4*. Takim ateńskim autobusem nie chcieliśmy jechać, mimo, że jest podobno tani.

Potem na terenie mariny należy już tylko znaleźć czekający na nas jacht.
Nasz ma się nazywać Arion, co jest łatwe do zapamiętania, bo przypomina nazwę proszku do prania. Jacht Mariusza to Achilles, również łatwy do zapamiętania, mimo, że Achillesem nikt nie pierze.

Stoimy na lotnisku i patrzymy na naszą imponującą górę bagaży. Ale nie można jechać na rejs żeglarski nie zabierając ze sobą dużo więcej zapasów, niż się potrzebuje, przynajmniej przez wiele lat żeglowania nigdy nam się to nie udało.

Monika decyduje się jechać taksówką, tą samą, którą będzie jechała Jola.

'A wy chłopcy, decydujcie sami, jak jedziecie, ma nie chcemy wam nic narzucać. Bo z bagażami dacie sobie świetnie radę. I pamiętajcie, że autobus tańszy.'
Chłopcy decydują się szybko na drugi wariant, którego nie wyklucza instrukcja dojazdu, to znaczy na dołączenie się do taksówki, którą będzie jechała Jola i Monika.
Trzeba tylko znaleźć odpowiednio dużą taksówkę.

'Tylko nie bierzcie mercedesa' orzeka pierwszy napotkany ateński taksówkarz 'Niemieckie auto. Poza tym ma za mały bagażnik. Szukajcie skody, octavii.'
Ustawiam się w kolejce do taksówkek i lawiruję tak, żeby wypadła na mnie octavia. To nie jest trudne, bo jest ich tu dużo. Rzeczywiście mieści się w bagażniku cała nasza góra bagaży, a taksówkarz zgadza się nas zawieźć za opłatę według taksometru plus napiwek plus dodatek za bagaż, przez który octavia zeżre znacznie więcej benzyny, niż octavia z bagażnikiem pustym.

 5
5*. Tu się poluje na czeską taksówkę z dużym bagażnikiem

Taksówkarz wysadza nas gdzieś w marinie, twierdząc, że to na pewno tu, z czym trudno się nam nie zgodzić, bo widzieliśmy po drodze i bank ING, i hotel Posejdon i stację benzynową Shella i wysokie dżwigi budowlane. Tylko gdzie ten Arion?
Biegamy trochę w trójkę po pirsie 3, przy którym wysadził nas taksówkarz.
Jola pilnuje góry bagaży.

 6  7
6*. Jak po lewej stronie minęliśmy dźwig to po prawej zaraz pojawiły się maszty 7*. Doświadczeni żeglarze biorą taksówkę, żeby dojechać z pirsu 3 do pirsu 8.

Kiedy ani Ariona, ani Achillesa przy pirsie 3 nie znajdujemy ktoś wpada na genialny pomysł zadzwonienia do Organizatora i Pomysłodawcy Rejsu, Zdzicha.
'Każcie się zawieźć pod pirs 8, tam stoją nasze łódki. Ja jestem w Carrefourze na zakupach. Kupuję wszystko na dwa jachty, dla was też. Wiem przecież, co lubicie.'

Pirs 8, na który nie możemy zostać zawiezieni, bo łasy na napiwek taksówkarz już dawno odpłynął w siną dal, albo pod najbliższe czerwone światło, jest od pirsu 3 daleko w lewo, albo daleko w prawo. Podejrzewamy, po demokratycznej dyskusji, że raczej daleko w lewo. Biegnę więc w lewo, żeby zobaczyć, czy numery pirsów rosną, i, żeby się pierwszego żeglarza siedzącego na jednym z wielu zacumowanych jachtów zapytać.
Na jachtach nie siedzi jednak nikt, w ogóle jest w marinie raczej pustawo.
Wreszcie ktoś siedzi, dwóch żeglarzy na białym jachcie, coś piją. Radośnie oświadczają, że mówią tylko po polsku i potwierdzają, że pirs 8 może jest gdzieś w lewo, ale chyba daleko, bo go jeszcze nigdy nie widzieli.
A ja się cieszę, że pierwszymi spotkanymi greckimi żeglarzami są Polacy.

Próbujemy znaleźć coś do przewiezienia naszej góry bagaży, jakiegoś wózka do przewożenia mleka, jakie mają do tego celu na Karaibach. Zaprzęga się potem kogoś do ciągnięcia, a reszta pcha z tyłu. Szczególnie emocjonujące są podjazdy pod górkę, wymagające nabrania rozpędu i zjazdy z górki, bo trzeba hamować ciągnąc do tyłu, albo zjeżdżać łagodnymi trawersami, jak na nartach. Polacy odpowiednich roczników mają z reguły dobrą praktykę w takich manewrach, bo maluchy, czy duże fiaty, czy inne syrenki lubiały być pchane, tak zapalało się motor.
W Atenach nie ma takich wózków, bo można pod właściwy pirs wygodnie dojechać taksówką.

Na Arionie czeka na nas załoga obydwu jachtów, Ariona i Achillesa, wszyscy koczują siedząc na wypchanych torbach i plecakach porozrzucanych po cockpicie. Załoga Achillesa nie może pójść do siebie, do domu, bo ich domu nie ma, Achilles nie wrócił jeszcze z poprzedniego rejsu.
Nie wiemy też, gdzie są nasze pozostałe jachty, o nieznanych nam jeszcze nazwach, gdzie są załogi Jacka i Tomka.

8 9
8. To jest Arion, nasz Arion  9. Odbiór jachtu odbywa się po czesku 

Pojawiają się greccy czarterownicy, z ekipy Jorgosa. Dwóch Greków mówi po czesku. Jest i sam Jorgos, ale właściwie go nie ma, bo ciągle gdzieś biega.

Po odbiorze jachtu kapitan Andrzej rozdziela pod pokładem funkcje na jachcie, oficerskie i marynarskie.
Wygląda na to, że najważniejszy na pokładzie i pod pokładem będzie steward, który sądząc z barwnej animacji kapitana będzie bezustannie biegał z wywieszonym językiem i rozdawał załodze na srebrnej tacy wyszukane trunki.Do rynsztunku stewarda będzie należała muszka i biały, wymaglowany ręcznik, starannie zwisający z lewego ramienia.

10 11
10*. Tak wygląda dzisiaj typowy steward na czarterowanym w Offshore Sailing jachcie...  11*...a tak wygądali stewardzi dawniej

Ale chyba wszyscy będziemy mieli za dużo do roboty. I jakoś wszyscy cieszymy się na to.

Wieczorem odbędzie się wieczorek zapoznawczy. Pojedziemy wszyscy autobusem do tajnego lokalu, który proponuje nam Jorgos. Lokal jest tajny, bo chodzą tam tylko Grecy, tacy prawdziwi. Nie odkryli go jeszcze turyści, tacy jak my.

Autobus przyjeżdża punktualnie. Przed autobusem tłoczą się polscy żeglarze. Są radosne piski, okrzyki i brodate uściski. To załoga trzeciego jachtu o nazwie prosto z Homera, albo z komiksu, Atlantis.
W załodze Atlantisa są jak się okazuje także dwaj poznani przez nas poprzednio żeglarze, siedzący wcześniej na jachcie Zbyszek i Zbyszek.
Antlantisem będzie dowodził Jacek, a Achilleasem (tak się Achilles po grecku nazywa) Mariusz.

12 13
12.Organizator Hellady: Zdzich. Jak nie jest w Grecji organizuje regaty. I je często wygrywa  13. Achilleasem dowodzi Mariusz 

Załoga czwartego jachtu, warszawska, pozostaje w marinie. Wszyscy są zmęczeni czekającą nas jutro żeglugą.

Tajny lokal okazuje się psistarią. Psistaria to restauracja z dużym, prawdziwym i wydzielającym zapachy grillem, która musi być ulokowana odpowiednio daleko od domów, w których mieszkają Grecy, bo oni może wolą sałatki greckie i nie chcą codziennie wąchać grilla. I to ciągle, bo psisatria jest z reguły otwarta 24 godziny na dobę.

14 15
14, 15. Jesteśmy w tajnej psistarii

W tajnym lokalu kolacja rozkręca się szybko. Każdy wznosi toast, są długie i krótsze, jest proza i są rymowanki, wszystkie oryginalne i niepowtarzalne. I Jorgosa zmuszamy do wzniesienia polskiego toastu. Jorgos nauczył się polskiego. Ma polską żonę i drugie mieszkanie w Krakowie. Chodzi zimą na piwo z Andrzejem do Starego Portu, Mekki krakowskich żeglarzy. W Starym Porcie można spotkać czasami proroków; to żeglarze, którzy opłynęli Przylądek Horn, jakimś cudem pozostali przy życiu i dlatego teraz już nie muszą tam płacić za piwo.

Wszystkim podoba się też toast po czesku. To Peterek, który przyjechał z Uherskie Hradiszcze i będzie pływał na Antlantisie. Po kilku piwach rozumiemy ten czeski znakomicie.

16 17
 16, 17. Tak będzie pływał po Grecji Peterek z Uherskie Hradiszcze

Całkowicie męska załoga Atlantisa skompletowała się jakoś sama. Kapitan Jacek nikogo ze swoich załogantów do tej pory nie znał, poznali się na jachcie i częściowo w autobusie, tym który nas właśnie zawiózł do tajnej knajpy.
I załoga Atlantisa nie zna jeszcze swojego kapitana. Ale trafili dobrze, Jacek jest doświadczonym żeglarzem, lubiącym wyzwania i nie lubiącym nudnego pływania, na przykład przy dobrej pogodzie. Jeżeli masz problemy, silnik ci nie działa, GPS wysiadł, foka nie da się zwinąć, albo szoty w kabestanie są tak skudlone, że trzeba je ciąć nożem do szynki, to Jacek jest twoim kapitanem.

18 19
18. Kapitan Atlantisa: Jacek 19. Załoga Atlantisa w pozycji 'spocznij'

Jest i toast angielski, oczywiście na cześć królowej, 'God save the Queen' rozumie każdy i nie musimy nawet tłumaczyć na czeski. To nasz angielski żeglarz, Ryan, rodowity Anglik z Southampton. Toastu na cześć królowej nie-Anglik wznieść nie mógł. A Ryan nie mógł wznieść innego toastu, przynajmniej nie pierwszego. Pierwszy toast należy się królowej, ona sobie na takie toasty zasłużyła, nie tylko tym, że jest i wszyscy Anglicy ją kochają, a przynajmniej poważają. Królowa Elżbieta po prostu się opłaca. Pomimo kilkudziesięciu milionów, które naród na utrzymanie królowej co roku płaci. Ale zyski są wyższe. Królowa jest marką, emblematem Anglii, tak jak makarony symbolizują Włochy, wódka Rosję, a Fukushima Japonię. Królową Elżbietę zna cały świat.
I Anglię, kraj, którym rządzi królowa Elżbieta zna cały świat.
Ryan przyleciał z Southampton ze swoją narzeczoną, żeglarką Kasią. Kasia rozumie dobrze polskie toasty, bo jest córką Zdzicha, naszego wodza.

20 21
 20, 21. Ryan i Kasia żyją po angielsku, ale żeglują po polsku. Tu, odprężeni, w czasie regat

Jemy różne części kręconego nad białym popiołem ogolonego jagnięcia. Jagnię ma kawałki mięsa dobrze ukryte pomiędzy skomplikowanym układem kostnym. Żałuję, że nie mam bardziej spiczastych zębów, jak pies, którego takie wyzwania bardzo cieszą.

22 23
22. Jagnię nad białym popiołem: ulubione danie Greków 23*. Nasze pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie z Mythosem

Kiedy kelnerzy po rozdzieleniu jogurtów z miodem przestają roznosić karafki z czerwonym domacim winem rozumiemy, że pora imprezę kończyć.

Kontynuujemy ją na pokładzie Ariona. Kapitan-muzyk Andrzej długo stroi gitarę. Podobno lepiej się stroi gitarę baterią zegarkową, taką małą, CR2025. Ale nikt takiej akurat nie ma, a paluszkowymi bateriami stroić gitary podobno się nie da.
Nastrojona w końcu gitara produkuje aksamitnym barytonowym głosem kapitana szanty, które jak zwykle prowadzą do masowego wzruszenia załogi. Słucha chyba cała marina, nawet nigdzie nie szczeka pies. Toczą się wolno po żeglarskich policzkach łzy wzruszenia.

24
24*. Noc w ateńskiej marinie. Ten środkowy jacht to nie Arion. Na tym zdjęciu widać inne jachty

Łzy, tym razem łzy rozpaczy robią się większe, kiedy kapitan niespodziewanie zarządza koniec koncertu i odwrót do łóżek.
Ale fanka Iza prosi kapitana wzruszonym głosem o pozwolenie dotknięcia czarodziejskiej gitary. I kapitan jest wzruszony i podaje Izie swój sprzęt do potrzymania, na chwilę.
To jest jednak podstęp, bo wzruszona fanka ociera rękawem łzy i uderza czule swoimi delikatnymi palcami w zdziwione struny gitary.
Struny budzą się do życia radosną gimnastyką o nieznanych, nieszantowych rytmach.
I pojawia się Głos, kryształowo czysty, jak kropla Beskidu. Słuchamy zafascynowani.
I zatrzymuje się kapitan, zaskoczony, na środku zejściówki. Otwartymi ustami żuje papierosa, którego zapomniał zapalić.
Głos towarzyszy nam tej nocy jeszcze długo, nawet, kiedy dawno przestał już brzmieć, a ciemne ateńskie niebo wypełniło się deszczem i burzą.

c.d.n.

 
Prawdziwa Przygoda by Marek and Jacek
Design by : Place your Website.