W niedzielę, drugiego września, przed wypłynięciem z mariny Kremik, udekorowany bannerami i obklejony nalepkami firm budowlanych Natus rwał się do boju szarpiąc niecierpliwie swoimi dwiema cumami rufowymi i swoim jednym springiem dziobowym.
Natus, przyzwyczajony do zwycięstw nie mógł się doczekać następnego.

Piąte Regaty Budowlańców:
Chorwacja 01-08.09.2012

Obserwowane z pokładu S/Y Natus

Klaudiusz

Wszystkie opisane wydarzenia być może faktycznie się zdarzyły, a być może nie.
Podobieństwo do żyjących osób jest oczywiście zupełnie przypadkowe.

W niedzielę, drugiego września, przed wypłynięciem z mariny Kremik, udekorowany bannerami i obklejony nalepkami firm budowlanych Natus rwał się do boju szarpiąc niecierpliwie swoimi dwiema cumami rufowymi i swoim jednym springiem dziobowym.
Natus, przyzwyczajony do zwycięstw nie mógł się doczekać następnego.

Na pokładzie odbywała się właśnie ostatnia przed wypłynięciem narada załogi, a Natus jak zwykle podsłuchiwał.
'Nie możemy sobie pozwolić na żadne błędy! Musimy być lepsi, niż w zeszłym roku!' tego zdania była cała, jak i Natus do zwycięstw przyzwyczajona załoga.
'Ale jak chcemy to zrobić?' spytał się ktoś całkiem logicznie 'Przecież w zeszłym roku byliśmy pierwsi?'
Entuzjazm załogi pokrył jednak z nadwyżką niedostatki logiki 'Nie szkodzi, będziemy po prostu lepsi, niż w zeszłym roku! Poprawimy trymowanie i będziemy stosować Niezawodną Taktykę Regatową, to wymyślili fachowcy.'

Dla niewtajemniczonych: Niezawodna Taktyka Regatowa, w skrócie NTR składa się z trzech elementów: Element Pierwszy: dobre halsy mają być długie, a złe krótkie, Element Drugi: płynie się tam, gdzie jest wiatr, a nie tam gdzie go nie ma i w końcu Element Trzeci: nie spóźnić się na start, nawet jeśli keję okupuje stado fanek.
Ta definicja wszystkim się spodobała, Natusowi też.

Potem zasady Niezawodnej Techniki Regatowej przetłumaczono na język angielski.
Nasz natusowy Anglik, dumny, że właśnie nauczył się, z fonetycznej ściągi, najprostszej polskiej komendy żeglarskiej 'Zwrot przez sztag! Prawy foka szot luzuj! Lewy foka szot wybieraj!' zasady NTR pojął w lot.
Zrozumiał też, że NTR to klucz do regatowego zwycięstwa.

1 2
Nasz Anglik był na pokładzie Natusa szczęśliwy Nasz Anglik z naszą Narzeczoną Anglika
patrzą się ufnie w przyszłość. Zwyciężymy!

'No to wszystko jest jasne' stwierdził na podsumowanie zastępca skippera 'Czy wolno w takim razie wydać alkohol załodze?'

3 4
Odprawa na pokładzie Natusa Bardzo Ważny Moment dla Natusa i załog

W czwartek, szóstego września, w eleganckiej marinie Frapa, w Rogoźnicy, tam gdzie przy keji stoi mnóstwo stumetrowych Abramowiczów odbył się uroczysty wieczór na zakończenie Piątych Regat.
Załogi były po trudach trudnego dnia i po trudach całego tygodnia żeglowania zmęczone, nie mogły się doczekać posiłku i kolejnego koncertu naszych klejnotów, chociaż komandor twierdził, że to jego klejnoty, Klejnoty Kapitana.

Klejnoty, komenderowane przez Komandora Regat, najlepszego komandora muzyki spośród najczęściej często muzykalnych żeglarzy i najlepszego komandora żeglarzy spośród najczęściej rzadko żeglujących muzyków cieszą się zasłużoną renomą na polskim rynku muzycznym.

5 6
Komandor Regat, Klejnotów i Marinera
na tle wypasionego Abramowicza
Skoncentrowanie jak na sali operacyjnej:
nasz Anielski Głos i nasz Regatowy Lekarz
służyli na pokładzie Marinera

Ale najpierw było oficjalne zakończenie imprezy i nagrodzona rzęsistymi oklaskami i żądaniami bisów mowa Głównego Organizatora i Pomysłodawcy.
Bez niego nie odbyłyby się ani Piąte Regaty, ani w ogóle żadne.

No a potem ogłoszono wyniki regat.
I załoga, i skipper Natusa byli zadowoleni. Zajęli dobre, piętnaste miejsce w stawce dwudziestuczterech jachtów.

I nie wygrali żadnego wyścigu. Nie musieli więc w trakcie imprezy co chwila wstawać, odbierać na scenie nagród, wygłaszać skomplikowanych mów dziękczynnych i ciągle całować sędziów, organizatora regat i brodatego komandora.
Zrobili to za Natusa z wyraźną przyjemnością inni, zwyciezcy.

7 8
Tak zaczęły się Piąte Regaty: w Rogoźnicy A tak się skończyły: w Rogoźnicy

Piąte Regaty Budowlańców wygrał Amaro z załogą Arskład, firmy zaopatrującej budowy we wszystko, co do tej budowy jest potrzebne, a być może nawet jeszcze więcej.

Toastem przy natusowym stoliku wzniesionym niegazowaną wodą mineralną skipper Natusa podziękował załodze 'Możemy być z siebie dumni, wiele się nauczyliśmy od innych, od mistrzów' wskazał na wracającą z kolejnej medalowej dekoracji załogę Arskładu.
'Będziemy dalej trenować i będziemy przygotowywać się do następnych regat.'

Załoga podziękowała skipperowi za trudy dowodzenia, a ktoś dodał na pocieszenie, że chociaż miejsce czternaste jest niewiele lepsze od miejsca piętnastego, to przecież miejsce piętnaste jest znacznie lepsze od miejsca szesnastego.
Z taką argumentacją trudno się nie zgodzić.

9 10
Zastępca skippera w chwilę po ogłoszeniu wyników Przy natusowym stoliku cieszono się spokojni

A zaczęło się dla Natusa właściwie nienajgorzej.
W pierwszy dzień oficjalnego regatowania się, w poniedziałek, rozegrano dwa wyścigi.
W pierwszym trzeba było żeglować od żółtej boji do pomarańczowej i zaraz z powrotem i należało mocno uważać, żeby, jak w slalomie narciarskim ominąć te boje właściwą burtą.
Która to miała być burta ogłaszano z łodzi sędziowskiej, przez radio i po angielsku.
Ci, którym radio akurat się zepsuło, albo go nie chcieli słuchać, patrzyli się, jak płyną inni i też było dobrze.

Jak oświadczył sędzia główny regat, decydująca o wszystkim jest flaga sygnałowa, a nie radio.
Wystarczy się patrzeć na łódkę sędziowską i wszystko jest jasne.

11 12
Czerwona flaga nie reprezentowała poglądów
ideologicznych naszych sędziów
Sędziów wszędzie było pełno, niektórym
zawadzali przy starcie

W decydującym momencie precyzyjnego manewru niedobry wiatr zepchnął rozpaczliwie broniącego się Natusa na boję,
na pomarańczową boję, której nie wolno było dotknąć.

Załoga patrzyła się zahipnotyzowana, jak pomarańczowe cielsko potwora zbliżało się powoli, nieubłaganie do burty Natusa.
I potem stało się.

'Boja nas kopnęła' stwierdził lakonicznie zastępca zastępcy skippera, który wychylony przez burtę obserwował z bliska całe wydarzenie 'Musimy robić kółeczko, to jest fair-play. A poza tym wszyscy widzieli.'
Karne kółeczko, czyli jeden zwrot przez sztag i jeden przez rufę.
Ta złośliwa pomarańczowa boja zepchnęła Natusa w klasyfikacji Wyścigu Pierwszego na siódme miejsce.
'To nic' powiedział po ogłoszeniu wyników zastępca skippera 'Teraz może być już tylko lepiej.
Gorszego miejsca niż siódme na pewno już nie zajmiemy. A najgorszy wynik przecież skreślają.'

A wyścig wygrała Salsa, z załogą Sika, firmy dostarczającej na budowy produkty chemii budowlanej.
W Wyścigu Drugim, w którym chodziło o to, żeby dopłynąć jak najszybciej do linii mety, ustawionej w pobliżu mariny Maslinica na wyspie Solta,
Natus i załoga Natusa zrobili właściwie wszystko dobrze, to znaczy nie dotknęli żadnej boji, co nie było trudne, bo w tym wyścigu bojek nie trzeba było okrążać.

Niestety załoga Natusa, pomimo konsekwentnego stosowania NTR, pożeglowała akurat tam gdzie nie było wiatru.
Dało to Natusowi następne siódme miejsce.

Wyścig wygrali ci, którzy pożeglowali tam gdzie był wiatr, a pierwszy był Amaro, z załogą Arskład, późniejszymi zwycięzcami w klasyfikacji generalnej.

Wtorkowy poranek w Maslinicy był mokry i pochmurny.
Pod nieprzyzwyczajonymi do deszczowej wody parasolami słonecznymi siedzieli skipperzy biorący udział w tradycyjnym porannym mityngu.
Niektórzy patrzyli się z zadrością na szczęśliwców stojących na dobrych miejscach w długiej kolejce do męskiej toalety.
Inni dobiegali na ostatnim oddechu nerwowo przebierając nogami, tych kierowano sprawiedliwie na koniec kolejki.

'Żeby tak być kobietą, tak na pięć minut' westchnął któryś smętnie spoglądając na wolną od kolejek toaletę damską.
Organizowany był właśnie komitet kolejkowy; byli chętni do stania za tych, którzy przebierali nogami, tacy za dobre miejsce i z dziesięć kun by zapłacili.

13 14
W Maslinicy czekało się do toalety pod parasolem Natus z kumplami w maslinickiej marinie

Pochmurny był na mityngu skipperów również komandor regat. Patrzył się długo na kartkę z prognozą pogody.
'Kochani' wykrztusił wreszcie 'tu pisze że dzisiaj nie będzie wiatru. I, że ma dalej padać deszcz, i, że tak zostanie do końca tygodnia. No, ale pogoda jest taka, jaka jest, jak mówią górale ze wzgórz Golan. Płyniemy do Palmiżany.
Spróbujemy rozegrać przynajmniej jeden wyścig, może przyjdzie jednak kiedyś wiatr.'

15 16
Załoga Natusa przed startem do następnego
zwycięstwa
W Palmiżanie jest wiele uroków

Wiatr jednak w ten wtorek nie przyszedł, mimo próśb, błagań i klątw.
Regatowe załogi trenowały więc ściganie się żaglówkami na silniku.
Dla wszystkich był to dzień sjesty i odpoczynku, pływania w Adriatyku, wodnych kuligów i różnych innych uciech cielesnych.

17 18
Wodne kuligi... ... i inne uciechy cielesne

A wieczorem odbyły się tradycyjne hulanki i swawole do białego rana.

19 20
Piraci z Fakro na słubie, mieli aż trzy okręty Piracki wieczór, przy dźwiękach Zaczarowanej Gitary

Wiatr przyszedł dopiero w środę, wtedy, kiedy przyszedł deszcz, soczysty i ciepły, a przede wszystkim obfity.
Na pozbawionych bimini regatowych pokładach woda stała się materią podstawową, zalewającą pokład od góry i od dołu i szybko przestało odgrywać rolę, że wszystko było wodą, bo woda była wszędzie.

W górze, nad pokładem Natusa szalał wiatr i bawił się z żaglami, atakował najpierw foka, rozpędzał się potem przez dyszę między żaglami, po to, żeby ze zwiększoną siłą w grota uderzyć, a potem odejść znudzony za rufę, szarpiąc od niechcenia służbową chorwacką banderę.
Żagle podejmowały wyzwanie, Natus kładł się z zachwytem w głeboki przechył i rozcinał dziobem nadesłane nie wiadomo skąd fale.
Za rufą syczał spieniony kilwater, a załodze Natusa wydano szelki.

Na pokładzie zaintonowano, ku pokrzepieniu serc nieśmiertelną Bogurodzicę.
Spod pokładu odezwało się w odpowiedzi ciche i trochę zduszone "God save the queen".

21 22
Wydano szelki Krajobraz po deszczu
 
Prawdziwa Przygoda by Marek and Jacek
Design by : Place your Website.